Odyseja Kosmiczna 2001 - wywiad z pozostałymi finalistami konkursu

Share

Mont Blanc 1998 z Wojtkiem Klimko (Credits: Mikołaj Zieliński)Minęło 10 lat od finału konkursu „Odyseja Kosmiczna 2001”, przed kilkoma miesiącami prezentowaliśmy Państwu wywiad ze zwyciężczynią konkursu, Joanną Chojnacka. Udało nam się dotrzeć do zdobywców drugiego i trzeciego miejsca. W życiu każdego z nich zaszły ogromne zmiany. Kazimierz Szulist jak sam przyznaję nie skończył Biologii którą zaczął studiować w czasie udziału w konkursie radia RMF FM, za największy sukces uważa założenie rodziny oraz posiadanie dwóch  wspaniałych synów. Z kolei Mikołaj Zieliński próbuje zrealizować swoje marzenia na co dzień mieszkając za granicą. Dziś prezentujemy kolejną, ostatnią część serii mającej na celu ukazanie dalszej historii śmiałków biorących udział w „Odysei”.

Wywiad z Mikołajem Zielińskim, zdobywcą drugiego miejsc w konkursie (dubler lotu Joanny Chojnackiej)

 

KP: Czym zajmujesz się obecnie? Czy ma to jakiś związek z kosmosem?

MZ: Raczej nie ma. Można by powiedzieć, że „twardo stoję na ziemi”. Od 7 lat, czyli od ukończenia studiów, pracuję jako informatyk. (Dla bardziej wtajemniczonych – jako konsultant SAP.) Najpierw zajmowałem się tym w Polsce, a od niecałego roku – w Belgii. Obecnie pracuję w Centrum Kompetencyjnym SAP firmy ETEX niedaleko Brukseli.

KP: Wyjechałeś z Polski na stałe czy z zamiarem powrotu wkrótce?

MZ: Nie traktuję tego jako wyjazd tymczasowy. Chcę sprawdzić, czy gdzieś indziej nie żyje się lepiej niż w naszym kraju i czy ma się większe szanse na realizację marzeń.

KP: Jakie to marzenia? Może lot w kosmos? Planujesz zarobić pieniądze na bilet i sam zafundować sobie podobną przygodę?

MZ: Nie jest to mój główny cel ani nawet drugorzędny. Jednak myśl o tym locie cały czas siedzi gdzieś tam w mojej głowie i przy takich okazjach jak dziś, przypomina o sobie. Wbrew pozorom nie jest to nierealne. Turystyka kosmiczna rozwija się tak dynamicznie, że, jak przewidują niektórzy, w ciągu kilku lat ceny biletów na loty w strefę suborbitalną spadną ze 100 000 $ do 50 000 $. To nie jest kosmicznie dużo. Kiedyś będzie mnie na to stać.

KP: Czy to po Konkursie tak zacząłeś myśleć czy już wcześniej marzyłeś o locie w kosmos?

MZ: Eksploracja kosmosu, jak i eksploracja naszej planety fascynowały mnie od momentu gdy pojąłem ich ideę. Fakt, że ktoś gdzieś pojechał, popłynął czy poleciał, coś odkrył, opisał i pokonał kolejną granicę ludzkiego poznania był dla mnie zawsze godny uwagi. Podróż Marco Polo, rejs Karola Darwina, wyścig Roalda Amundsena i Roberta Scotta, badania Jacquesa Cousteau, śmiałe wyczyny Steve’a Fossetta, ekspedycja grupy astrobiologów do dna oceanicznego dokumentowana przez Jamesa Camerona czy bezzałogowe misje na Marsa i eksploracja jego powierzchni przy pomocy lądowników Pathfinder i Phoenix oraz kilku łazików to przedsięwzięcia, w których zawsze chciałem uczestniczyć.

KP: Widzę, że śledzisz bieżące wydarzenia ze świata astronautyki i badań kosmosu.

MZ: Niezbyt pilnie. Do astronautyki brakuje mi jakiegoś technicznego zmysłu. W obrębie badań kosmosu zaś najbardziej interesuje mnie tylko jedna dziedzina, egzobiologia, zwana również kosmobiologią. Jakieś 15 lat temu przeczytałem w „Wiedzy i Życie” o marsjańskim meteorycie znalezionym na Antarktydzie, na powierzchni, którego dopatrzono się struktury przypominającej skamieniałą ziemską bakterię. Wtedy dowiedziałem się, że poszukiwanie życia pozaziemskiego to nie tylko SETI i nasłuchiwanie fal radiowych z odległych galaktyk, ale również badanie organizmów żywych, głównie bakterii, zdolnych przetrwać w najbardziej ekstremalnych warunkach na naszej planecie. Występują one w gorących źródłach Parku Yellowstone w temperaturze 90°C, w słonych wodach Antarktydy w −20°C, w Południowej Afryce 5 km pod powierzchnią Ziemi czy w rowach oceanicznych w miejscach, gdzie z pęknięć w skorupie ziemskiej wydobywa się lawa, z której wydziela się siarkowodór, ciśnienie jest kilkaset razy wyższe niż na powierzchni Ziemi i panuje absolutna ciemność. Podobne warunki istnieją na księżycu Jowisza, Europie, w słonym oceanie pod jego zamarzniętą powierzchnią, na Marsie czy księżycu Saturna, Tytanie. Dla takich mikroorganizmów te ciała niebieskie nie byłyby niegościnne. Jeśli już pojawiły się tam kiedyś, to najprawdopodobniej rozmnażają się i ewoluują tak jak to robią na Ziemi. Fajnie byłoby to sprawdzić.

KP: Czy udział w Odysei Kosmicznej pomógł Ci pogłębić te zainteresowania?

MZ: Te konkretnie to raczej nie, ale ogólną wiedzę o kosmosie i jego podboju musiałem mieć dobrze opanowaną bo to był konkurs. Pamiętam, że całymi dniami przez ponad miesiąc normalnie uczyłem się jak do egzaminu. Na szczęście przychodziło mi to bez trudu. Weryfikowano później naszą wiedzę na każdym z początkowych etapów eliminacji, nim wyłoniono finałową piątkę. Na przykład rywalizowaliśmy w tematycznych konkursach radiowych. Jednak dopiero w Gwiezdnym Miasteczku w Centrum Szkolenia Kosmonautów dowiedziałem się rzeczy znacznie ciekawszych. Tego nie znalazłbym w żadnej książce – wykłady z podstaw medycyny kosmicznej, zajęcia na symulatorach statku kosmicznego SOJUZ oraz stacji orbitalnych MIR i rosyjskiego modułu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, czy wizyta w Centrum Sterowania Lotami Kosmicznymi w Koroliewie. Bardzo mi się to wszystko podobało i nabrałem szacunku dla Rosyjskiej nauki.

KP: Jak udało Ci się pogodzić studia z udziałem w Konkursie? Byłeś na piątym roku. Czy wobec tego miałeś z tego powodu jakieś problemy na studiach?

MZ: Tak, miałem, ale nie z powodu Konkursu. Trwał on ponad 2 miesiące i od samego początku mocno angażowałem się w każdy jego etap. To jednak nie było wszystko. Studiowałem dwa kierunki na Uniwersytecie w Poznaniu. Pisałem pracę magisterską z matematyki i kończyłem drugi fakultet – informatykę. Byłem przewodniczącym Samorządu Studenckiego na Wydziale, ponad to udzielałem się w Samorządzie i Senacie Uczelni. Przygotowywałem się z trójką przyjaciół do rajdu ekstremalnego Salomon Trophy 2001 trenując codziennie na zmianę biegi długodystansowe, wspinaczkę, kajakarstwo i kolarstwo górskie (w warunkach nizinnych). Szukaliśmy też sponsorów na wyjazd do Jordanii. Chcieliśmy tam wystartować w ultra-maratonie pustynnym. Dodatkowo trzy razy w tygodniu ćwiczyłem brazylijski jiu-jitsu. W klubie był bardzo wysoki poziom, mieliśmy doskonałego trenera i uczestniczyliśmy w międzynarodowych turniejach walki. Za dużo było tego wszystkiego. Nie oddałem w terminie pracy magisterskiej z matematyki i bardzo słabo poszła mi zimowa sesja egzaminacyjna na informatyce. Odyseja Kosmiczna to była ta kropla, która przelała miarę.

Karakoram Highway 1999 (Credits: Mikołaj Zieliński)

KP: Jak z perspektywy lat oceniasz te sukcesy, porażki i w ogóle swój udział w Odysei Kosmicznej?

MZ: Porażkami się nie przejąłem zbytnio. Uważałem się za wyjątkowego szczęściarza i byłem dumny z siebie.

KP: A czym podyktowana była decyzja wzięcia udziału w Konkursie?

MZ: Kiedy dowiedziałem się o od kolegi, że RMF organizuje nowy konkurs, którego zwycięzca poleci w kosmos, nie uwierzyłem. Stwierdziłem, że to ściema i jakiś chwyt reklamowy. Przeczytałem później regulamin Konkursu na stronie RMF-u i się zdziwiłem. Rzeczywiście nagrodą był bilet na lot komercyjny. Wygrana wydała mi się tak nieosiągalna, że nawet o niej nie pomyślałem. Zainteresowały mnie za to eliminacje – same prawie testy i badania. Zawsze chciałem coś takiego zaliczyć. Dowiedzieć się na co stać mój organizm, jakie mam zdrowie, psychikę, może odkryć w sobie jakieś predyspozycje – systematycznie, wszechstronnie, naukowo. To mi bardzo odpowiadało. Wysyłając kupon zgłoszeniowy myślałem – „Ciekawe, czy przejdę chociaż pierwszy etap?”

KP: A tu proszę – niespodzianka - finał. Jaki to miało wpływ na Twoje późniejsze życie?

MZ: Świadomość, że mój organizm nadaje się jednak do lotu w kosmos była bardzo budująca. Dała mi ogromny zastrzyk pewności siebie i wiary we własne możliwości. Kiedy później dowiedziałem się o Zimowej Wyprawie na K2 – przygodzie moich marzeń – nie wahałem się. Napisałem do jej lidera Krzysztofa Wielickiego, że choć nie mam alpinistycznego doświadczenia, bardzo chciałbym w niej uczestniczyć. Znowu mi się udało. Zostałem włączony do zespołu wspomagającego. Pełnia szczęścia.

KP: No tak, ale w Konkursie zostałeś dublerem Joanny Chojnackiej. Jak się z tym czułeś?

MZ: To mi wszyło tylko na dobre. Było jak dawka pokory dla zbalansowania tej dumy i pewności siebie. Razem stanowiło wyjątkową i niezwykle cenną lekcję. Nie czułem się przegrany bo bardzo wcześnie pozbyłem się myśli, że mógłbym być lepszy od Asi. Ona od samego początku miała w testach doskonałe wyniki. W Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej przechodziliśmy badania podobne do tych jakie mają regularnie piloci myśliwców. Było nas pięćdziesięciu i nie znałem nikogo. Przypadkiem widziałem jedną z uczestniczek w wirówce przeciążeniowej i słyszałem komentarz jednego z lekarzy, którzy ją obserwowali. Ta dziewczyna na luzie zrobiła wynik lepszy niż większość kandydatów do Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. Poznałem ją później w dwutygodniowych półfinałach. Bez większego wysiłku pierwsza wyeliminowała swojego przeciwnika. Kiedy w finałowej piątce jechaliśmy na do Gwiezdnego Miasteczka pomyślałem sobie, że czeka mnie wielka przygoda i nie zmarnuję jej sobie stresem wynikającym z rywalizacji. Będę się bawił i cieszył z każdego dnia. Tak też było. Werdykt, który usłyszeliśmy w ostatni dzień ani mnie nie zaskoczył ani nie zdołował. Faktycznie nie dorównywałem Asi w większości badań.

KP: Jakie to badania? Który z testów był dla Ciebie najtrudniejszy, który wspominasz najmilej?

MZ: Najbardziej niezwykły był lot na nieważkość. Wielki Ił-76 kilkanaście razy to wzbijał się na 8000 metrów to znów opadał na 6000 m. My w tym czasie w jego wnętrzu doświadczaliśmy na zmianę to 2G to zerowego przeciążenia. Trwające ponad 20 sekund stany nieważkości, których wtedy doświadczaliśmy są trudne do opisania ale bardzo przyjemne. Na drugim miejscu były dwa półgodzinne loty myśliwcem L-39 Albatros. Z pomocą pierwszego pilota kręciłem beczki. Próbował mi wytłumaczyć, jak mam robić inne akrobacje, ale niestety za słabo znałem rosyjski. Reszta była ciekawa, ale nie taka fajna żebym chciał to powtórzyć. W wirówce przeciążeniowej musieliśmy wytrzymać 4G przez 30 sekund i 6G przez 10 sekund. W komorze ciśnień badano naszą reakcję na niedotlenienie jakie może się zdarzyć w rozhermetyzowanej kapsule. Co kilka dni badano naszą podatność na chorobę kosmiczną, która jest podobna do choroby lokomocyjnej czy choroby morskiej tylko wrażenia są dużo bardziej intensywne. Wreszcie testy psychologiczne.

KP: Jak reagowali Twoi znajomi na wieść, że będziesz się szkolił w Gwiezdnym Miasteczku?

MZ: Ci którzy kibicowali mi w trakcie eliminacji cieszyli się i gratulowali. Jednak większości z nich, jak i mi, trudno było sobie wyobrazić, co to za przygoda mnie czeka. Niektórzy znali mnie już z wcześniejszych zakręconych pomysłów i tylko śmiali się, że znów coś wymyśliłem.

KP: No właśnie, sporty ekstremalne, rajdy, wspinaczka – w to wszystko wpisane jest jakieś ryzyko. Czy suborbitalny lot pojazdem kosmicznym, gdzie do czynienia mamy z nowymi technologiami, nie byłby dla Ciebie zbyt dużym ryzykiem?

MZ: Nie sądzę. Każda firma, która zechce zaistnieć w tej nowej branży będzie się raczej starała zagwarantować bezpieczeństwo w stopniu nie mniejszym niż normalne linie lotnicze w samolotach pasażerskich. To trochę tak jak ze skokami na bungee. Bardzo rzadko zdarzają się wypadki. Jeśli jednak jakieś nieszczęście się przytrafi to poszukiwacze mocnych wrażeń idą gdzieś indziej i pechowa firma szybko traci się klientelę.

KP: Jakie masz plany na przyszłość, czy wśród Twoich marzeń jest jeszcze miejsce na astronautykę, astronomię?

MZ: Mam mnóstwo fajnych planów i jeszcze więcej marzeń, ale nie będę się nimi chwalił na tak szerokim forum. Może będzie okazja żeby o nich opowiedzieć, kiedy będę w trakcie ich realizacji.

KP: Utrzymujesz kontakt z pozostałymi finalistami Odysei Kosmicznej?

MZ: Bardzo sporadycznie z Kazikiem i jeszcze rzadziej z Asią.

KP: Dziękujemy za miłą rozmowę.

MZ: Również dziękuję.

Finaliści konkursu, w środku Mikołaj Zieliński, dalej na prawo Joanna Chojnacka, pierwszy od prawej Kazimierz Szulist (Credits: RMF FM)

Wywiad z Kazimierzem Szulistem, zdobywcą trzeciego miejsca w konkursie (drugi dubler lotu Joanny Chojnackiej).

KP: Jak z perspektywy lat oceniasz swój udział w konkursie radia RMF Odyseja Kosmiczna 2001? Traktujesz go jak przygodę, ważne życiowe doświadczenie, wyzwanie?

K.S: Zdecydowanie traktuję to jak konkurs, który niewątpliwie odcisnął się na życiu pozwolił spróbować się w wyzwaniu jakim są przygotowania do lotu w kosmos.

KP: Czy udział w konkursie miał jakiś wpływ na to czym się obecnie zajmujesz?

KS: Na to czym zajmuje  się po pracy to zdecydowanie tak. Namiastkę uczucia nieważkości znalazłem w nurkowaniu , które stało się moją pasją i zarazem jedynym nałogiem. Będąc na wakacjach spróbowałem i tak już zostało, teraz to choroba nie hobby.

Kazimierz Szulist i jego największa pasja – nurkowanie (Credits: Kazimierz Szulist)

KP: W notatce na Twój temat sporządzonej 10 lat temu na potrzeby konkursu, można przeczytać iż miałeś zamiar studiować medycynę. Z tego co wiem, udało Ci się ją skończyć. Widać zatem że charakteryzujesz się dużym uporem, spełniasz cele które wcześniej sobie stawiasz. Czego w takim razie zabrakło, jak myślisz co zaważyło na końcowym wyniku?

KS: Dobrze to określiłeś, idę swoją wyznaczoną ścieżką czasem szybciej czasem wolniej najważniejsze, że do celu. Zaraz po Odysei Kosmicznej 2001 siadłem do nauki i zdałem na medycynę. Ukończyłem kierunek lekarsko - dentystyczny i obecnie pracuję w Bydgoszczy i okolicach. O wynikach zaważyło parę czynników ale o tym później.

KP: Pochodzisz z Torunia, miasta które jak żadne inne w Polsce związane jest z Astronomią. Twoje zainteresowania związane były z naukami biologicznymi. Skąd w takim razie decyzja
o wzięciu udziału w konkursie, w którym nagrodą był bilet w kosmos. Marzyłeś kiedyś o takim locie?

KS: Od dziecka o tym marzyłem. Lot w kosmos to było to. Moi rówieśnicy chcieli być strażakami , podróżnikami, ja uwielbiałem wszystko co związane z kosmosem i takie marzenia dziecięce gdzieś tam zostały.

KP: Jak oceniasz poziom trudności poszczególnych konkurencji, w których musiałeś się z mierzyć z innymi uczestnikami konkursu. Która z nich była dla Ciebie najtrudniejsza, którą wspominasz najmilej?

KS: Przez większość konkurencji bardzo się denerwowałem każdy chciał wypaść jak najlepiej wszyscy się denerwowali jak się później okazało niesłusznie, zresztą duża część zadań  była utajniona, do ostatniego momentu nie  było wiadomo co jest następnym testem. Najtrudniejsze dla mnie okazało się zadanie związane z testem komputerowy, na którym odpadłem, nie do końca zrozumiałem tłumaczenie tego zadania. Najprostsza była wirówka w której też wypadłem najlepiej,  przeciążenie 6G przez 30 sekund nie  robiło większego wrażenia. Nie można zapomnieć o locie na nieważkość ten lot warto kiedyś powtórzyć .

KP: Jak oceniasz współpracę z radiem RMF FM, czy według Ciebie konkurs został przeprowadzony profesjonalnie?

KS: Wydaje mi się że każdy konkurs komercyjny ma nutkę chaosu. Kiedy nasza trójka dotarła do finału w Gwiezdnym Miasteczku pod Moskwą, Rosjanie nie byli w stanie wskazać zwycięzcy. Pozostało więc odrzucanie na siłę. Ja odpadłem na teście psychologicznych upodobań, nie do końca zrozumiałem tłumaczenie z rosyjskiego . Później w Polsce śledząc prasę popularnonaukową okazało się ,że NASA zrezygnowała z tego testu w selekcji astronautów już w 1999 z powodu niewiarygodności tego testu.

KP: Jeśli miałbyś szansę, wystartowałbyś raz jeszcze w podobnym konkursie

KS: Prawdopodobnie tak,   nawet jeśli po 10 latach moje szanse są mniejsze, to dla samego sprawdzenia się warto.

Kazimierz Szulist (Credits: Kazimierz Szulist)

KP: Czy jeśli ktoś dałby Ci możliwość suborbitalnego lotu za darmo, skorzystałbyś teraz z takiej szansy? Czy nie uważasz, że takie loty obarczone są dużym ryzykiem?

KS: Pakuję się i  jestem gotowy w 5 sekund. Co do ryzyka to większe obawy budzą we mnie manewry kierowców na polskich drogach. Ryzyko oceniamy zawsze kalkulując co możemy zyskać a co stracić. Lot suborbitalny u początków ery turystyki kosmicznej trzeba wpisać w ramy tworzenia historii. Warto, na pewno warto.

KP: Jakie masz plany na przyszłość, o czym marzysz?

KS: Bardzo przyziemne praca, rodzina, zwiedzanie bardzo mało zaludnionych zakątków ziemi...

KP: Tego zatem Ci życzymy, dziękuje za poświęcony czas.

Zapraszamy do galerii niepublikowanych zdjęć z kolekcji Mikołaja Zielińskiego (Credits: RMF FM)

{gallery}galerie/odyseja{/gallery}

W związku z napływającymi e-mailami w których pytacie Państwo, dlaczego do tej pory Joanna Chojnacka, ani żaden z jej dublerów nie poleciał w kosmos? Odpowiadamy: Do tej pory, pomimo częstych zapowiedzi, żadnej firmie prywatnej nie udało się wysłać „kosmicznego turysty” w lot suborbitalny. W ciągu kilku najbliższych miesięcy możemy oczekiwać pierwszych lotów testowych turystycznych pojazdów suborbitalnych. Po upłynięciu kolejnych kilku miesięcy powinny zacząć się loty komercyjne. Więcej na temat lotów suborbitalnych mogą przeczytać Państwo w artykule dostępnym na łamach portalu kosmonauta.net, dostępnym pod linkiem.

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież

O nas

Jesteśmy grupą ludzi, dla których astronautyka jest pasją. Wspieramy polskie dążenia w kierunku gospodarczego wykorzystania technologii kosmicznych. Jeśli interesują Cię zagadnienia związane z polskim space-techem, ta witryna jest dla Ciebie, jeśli chciałbyś nam pomóc wesprzyj nasze działania, dołącz do Nas!

Więcej informacji...

Powrót na górę