Deszcze meteorytów w Polsce

Share

Widok znad rzeki Biała w kierunku wsi Fasty (Credits: Wadi & Jan Woreczko)Przed południem między godziną 9 i 10 w piątek we wsi Fasty na wschód od Białegostoku, niebo było pogodne z wyjątkiem gęstej czarnej chmury stojącej w zenicie. Mieszkańcy usłyszeli potężną eksplozję, po której nastąpiły trzaski, jakby strzelano z karabinów, a potem świst i uderzenia o Ziemię. Z chmury owej spadły czarne kamienie, które zbierano w miejscach, gdzie wcześniej unosił się pył.

Czy to scenariusz thillera science fiction? Nie, to prawdziwy opis deszczu meteorytowego jaki miał miejsce w 1827 na terenach dzisiejszej Polski.

Przytoczona scena przypomina to co działo się wczoraj pod Czelabińskiem, i nie na w tym nic nadzwyczajnego, ponieważ w opisach deszczów meteorytów więcej jest podobieństw niż różnic. Podstawowe różnice wynikają z wielkości deszczu oraz ilości uwolnionej energii podczas spadku, a spowodowane jest to rożnymi masami, prędkościami oraz strukturą ciał jakie wchodzą w ziemską atmosferę.

W ciągu ostatnich dwóch wieków wraz z rozwojem nauki i technik rejestratorskich, ilość rzetelnie opisanych deszczów wzrosła.

Spektakularne meteorytowe deszcze spadały w tym czasie m.in. w Meksyku (Allende) czy na Syberii (Sikhote-Alin).

Ziemie Polskie nie były tutaj wyjątkiem, w ostatnich dwóch wiekach miały miejsca trzy bardzo ciekawe deszcze, których opisy chcemy Państwu przybliżyć.

Spadek Meteorytu Białystok (opis według Jana Wolskiego, cały tekst został przedrukowany w Gazecie Białostockiej, Niczyporowicz (1956)).

(...) Dnia 23 września 1827 r. (w piątek) między godziną 9 a 10 rano, gdy po większej części mieszkańcy wsi Fastów zajęci byli wybieraniem warzywa w ogrodach, dała się słyszeć wielka eksplozja w powietrzu wcale wypogodzonym i naraz wiele innych powtórzonych jakby wystrzałów karabinowych, co zwróciło uwagę obecnych na ogrodach i w różnych miejscach na polu pracujących ludzi, po czym nastąpił mocny świst połączony z dźwiękiem ciał szybko spadających i silne uderzenia w kilku miejscach o ziemię. Zjawisko to zatrwożyło na czas niejaki wszystkich ludzi, ale po przejściu strachu, kiedy jeden z nich odważył się zbliżyć do miejsca spadku i podjął kamień czarny i ukazał skupionemu ludowi, ten ośmielony rozbiegł się na inne przez podniesiony pył zanotowane miejsca i poznachodził podobne kamienie. Za świadectwem ledwo nie całej wsi mieszkańców, spadło wiele innych kamieni na błota i rzekę Supraśl pod samą wsią płynącą.

Postać zewnętrzna mniej więcej kulista, powierzchnia nierówna, czarna, lśniącą się lawą pokryta, masa wewnętrzna popielata, mocno przepalona, krucha, wejrzenie pumeksu zbitego mająca, kryształami oliwinów i chlorytu przecięta, odłam drobno ziarnisty, nierówny, ciężkość gatunkowa mierna. (...)

Fragment meteorytu Białystok ze zbioru Museum für Naturkunde w Berlinie (Credits: AustroMet)

Dalej Wolski snuje hipotezy na temat pochodzenia znalezionej materii:

(...) Wątpliwości nie ulega, że one się przez ogień utworzyły, i że wielka bryła spadła z bardzo znaczney wysokości, (może i z Xsiężyca); dostawszy się zaś do zagęszczoney atmosfery, dla chyżości i tarcia rozpaliła się i pękła. Ztąd powstała pierwsza silna explozya o kilka mil na około słyszana, po czém nastąpiły cząstkowe pękania, podobne do wystrzałów karabinowych, z czego zrobił się huk i szum w powietrzu: że zaś ciepło bardzo wielkie bydź musiało, przeto powierzchnia ich stopiła się i całkowicie lawą się oblała. Wszystko to już stało się w niewielkiey odległości od ziemi: gdyż obecni, przerażeni byli wystrzałami i świstem (podług ich wyrażenia) jakby muzykalnym nad ich głowami: poczém natychmiast kamienie spadać zaczęły. (...)

Meteoryt Białystok okazał się być meteorytem kamiennym dość rzadkiego typu, tzw. Howardytem. Uważa się obecnie, że meteoryty takie jak Białystok przylatują do nas z powierzchni planetoidy Westa. W sumie zebrano około 4 kg okazów. Wiele z nich trafiło w błota i rzekę Supraśl. Do dzisiaj zachowało się niewiele tych meteorytów, największe fragmenty znajdują się dziś w zbiorach muzeów w Berlinie i Wiedniu.

Łączna masa meteorytów Białystok jakie obecnie znajdują się w polskich zbiorach szacowana jest na niewiele ponad 20 gramów.

Deszcz meteorytów Pułtusk. Opis pochodzi z książki pt. "Nieziemskie Skarby" Andrzeja Pilskiego

" 30 stycznia 1868 roku, wieczorem, około siódmej, pojawiła się nad Warszawą kula ognista mknąca po niebie z południowego zachodu na północny wschód. Jej jasność błyskawicznie rosła i wkrótce stała się jaśniejsza niż Księżyc w pierwszej kwadrze. Początkowa biała barwa bolidu zmieniła się na zielono-niebieskawą, a w końcu ciemnoczerwoną. Warszawiacy wybiegali z domów myśląc, że to pożar. Ognista kula ciągnęła za sobą białawy, zakrzywiony ogon o długości 9 stopni. Mieszkańcy wsi położonych na południe i wschód od Pułtuska zobaczyli kulę ognistą, która stawała się większa i jaśniejsza, aż nie można było na nią patrzeć. Potem światło zgasło i usłyszano potężną, przewlekłą detonację, zakończoną serią odgłosów przypominających wystrzały karabinowe lub werble. Wieśniacy ze wsi Rowy nad Narwią słyszeli świst spadających kamieni i odgłosy uderzeń o ziemię i lód na rzece. Także mieszkańcy wsi Nowy Sielc i Gostkowo słyszeli uderzenia kamieni o ziemię, dachy i drzewa. Rankiem znaleźli wiele czarnych kamieni leżących na śniegu i lodzie. Oto ich opis z broszury wydanej w języku francuskim przez Szkołę Główną w Warszawie, w tłumaczeniu Jerzego Pokrzywnickiego:

Okazy dostarczone do Szkoły Głównej pokryte były szklistą warstwą koloru brunatnoczarnego, grubości średnio 0,5 mm. Warstwą tą pokryte były i małe dostarczone później okazy, tak iż każdy z nich stanowi mały indywidualny okaz. Znajdują się okazy mające zupełnie inną postać, jak gdyby zostały one rozbite, i których powierzchnia rozłamu pokryta jest podobną korą, aczkolwiek w sposób "niedoskonały". Powierzchnia pewnej ilości meteorytów bywa miejscami pomarszczona bruzdkami promieniującymi z jednego punktu, powstałymi prawdopodobnie podczas zmiękczenia się kory.

Główna masa meteorytów składa się z ziarnistych okruchów koloru popielatoszarego z odcieniem żółtawym. Główna masa niektórych okazów wykazuje dwa odcienie szarego koloru: jasnoszary i ciemnoszary. Te dwa odcienie zlewają się czasem w ten sposób, że powierzchnia wydaje się jakby "marmurowa". Czasami zaś kolor szary ciemniejszy obejmuje części większe, otoczone jaśniejszą masą, co daje jej wygląd brekcjowaty. Na jednych okazach przeważa odcień jasny, na innych znów ciemny, tak iż pod tym względem panuje skrajna różnorodność.

Meteoryty Pułtusk ze zbiorów Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie (Museum für Naturkunde) (Credits: Wadi & Woreczko Jan)

W głównej masie meteorytów dają się zauważyć globule, których liczba w różnych okazach bywa różna, lecz na ogół są one nieliczne. Bywają one w dwóch odmianach: jedne, dość kruche, są rzadsze, inne, ciemnoszare, bywają czasem elipsoidalne, a średnica ich sięga 3 mm. Żelazo-nikiel rozsiany jest w meteorycie w postaci różnego kształtu i wielkości ziarnek koloru szarostalowego. Jedne są małe, niedostrzegalne gołym okiem, inne znacznie większe, aż do wielkości kilku milimetrów". 

Dziś już wiemy, że deszcz meteorytów pod Pułtuskiem, był najliczniejszym tego typu zjawiskiem w  historii. Szacuje się dziś, iż z nieba spadło ok 70 tysięcy meteorytów o łącznej wadze ponad 2 ton. Większość, to kilku gramowe okazy zwane grochem pułtuskim. Największy znaleziony okaz waży 9095 g. i znajduje się obecnie w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie.

Deszcz Meteorytów Łowicz. Opis pochodzi z książki pt. "Nieziemskie Skarby"   Andrzeja Pilskiego

(...) W nocy z 11 na 12 marca 1935 r. (z poniedziałku na wtorek) spadł na południe od Łowicza deszcz meteorytów. Dróżnik kolejowy w Lipcach, po przejściu pociągu o godz. 0:50, spojrzał na północny zachód i ujrzał dość wysoko nad horyzontem szybko powiększającą się, czerwoną kulę pędzącą ku wschodowi[5]. Po chwili nastąpił jej wybuch i oślepiające białe światło rozjaśniło okolicę. Po kilkunastu sekundach zgasło i rozległ się huk podobny do wystrzału armatniego, który przeszedł w dudnienie zakończone trzema detonacjami.

We wsi Wrzeczko Andrzej Strugiński widział całe zjawisko, stojąc na progu swojej chaty. Jak mówił, najpierw zrobiło się jasno jak w dzień. Potem usłyszał huk, który przypominał mu odgłos lecącego pocisku działowego i zobaczył spadające świecące kamienie. Twierdzi, że widział ich 6 czy 7. Dwa z nich, które spadły na jego podwórko w odległości 30-40 m od niego, podniósł następnego dnia rano. Ważyły 125,3 g i 108,6 g.

We wsi Reczyca gospodarzy przeraziło oślepiające światło, które znikło po kilku sekundach. Zaraz potem usłyszano huk przypominający strzały najcięższych armat oraz warczenie i świst pojedynczych meteorytów. Niektórzy widzieli czerwne smugi świetlne, zaznaczające stromy tor spadających ciał i słyszeli uderzenia o ziemię. Według ich wskazówek znaleziono jeden okaz o wadze 2726 g i dwa mniejsze, powyżej kilograma każdy.

Wacław Baryszewski  z jednym z meteorytów łowickich. Obok na zdjęciu meteoryt Łowicz, zdjęcia pochodzą prawdopodobnie z 1935 roku. (Credits: Jan Woreczko & Wadi)

Pierwszy meteoryt został znaleziony we wsi Krępa Podgóry na roli Stanisława Barbuchy. Była to bryła o średnicy dwudziestu kilku centymetrów, ważąca około 10 kilogramów. Gospodarz wraz z kilkoma innymi rozbił ją na części[6]. Gdy uznano, że nie zawiera nic cennego kawałki wzięło na pamiątkę wielu mieszkańców Krępy i Domaniewic. Nie wiadomo dokładnie, co stało się z drugim największym meteorytem o wadze ok. 8,5 kg, który przy spadku pękł na trzy części. Być może jego połówką jest meteoryt w warszawskim Obserwatorium Astronomicznym. 

Poszukiwania meteorytów były prowadzone metodą rozmów z miejscowymi gospodarzami i zachęcania ich do poszukiwań za pomocą brzęczącej monety. Metoda ta doprowadziła do zebrania 58 okazów meteorytu Łowicz o łącznej wadze ok. 59 kg, jak twierdzili Różycki i Kobyłecki, delegowani na teren spadku przez Towarzystwo Muzeum Ziemi, którym zawdzięczamy najwięcej informacji. Uwzględniając nierównomierne wyzbieranie meteorytów, uważali, że spadło ok. 110 kg. Obszar na którym znajdowano meteoryty, obejmuje ok. 9,2 kilometrów kwadratowych i jest wyciągnięty w kierunku zachód-wschód. Meteoryty spadały niezbyt blisko siebie. Na najlepiej przeszukanym obszarze około 1 kilometra kwadratowego w pobliżu Wrzeczka znaleziono 28 okazów o łącznej wadze ok. 6,5 kg. (...)

Świeży okaz meteorytu Łowicz o wadze 88,64 g zebrany zaraz po spadku przez S.Z. Różyckiego w 1935 roku. (Credits: Jan Woreczko & Wadi)

Meteoryt Łowicz jest tzw. Mezosyderytem, rzadkim typem meteorytu żelazno-kamiennego zbudowanego z metalicznego żelaza oraz minerałów krzemianowych.

Dwa ostatnie spadki są na tyle dobrze udokumentowane i na tyle świeże, że do dziś sporo osób udaje się w tamte miejsca w celu znalezienia nowych okazów. Bardzo duża część meteorytów Pułtusk, która obecnie jest dostępna na rynku kolekcjonerskim pochodzi ze znalezisk współczesnych. Gorąco zachęcamy Państwa, aby baczniej przyglądać się kamieniom gdy będziecie Państwo w tamtych stronach. Być może dopisze szczęście i uda znaleźć się meteoryt.  Meteoryty to cenna materia, dzięki której możemy dowiedzieć się więcej na temat budowy Układu Słonecznego. Pamiętajmy również, że po za wartością naukowo poznawczą, meteoryty są równie cenne dla kolekcjonerów, którzy skłonni są wydać zawrotne sumy za każdy nowy okaz.

Życzymy powodzenia!!!

źródło:

http://wiki.meteoritica.pl/

"Nieziemskie Skarby" Andrzej S. Pilski,  wydawnictwo: Prószyński i S-ka, data wydania: 1999 

Zdjęcia oraz opisy relacji spadków wykorzystano dzięki uprzejmości Jana Woreczko ze strony wiki.meteoritica.pl

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież

O nas

Jesteśmy grupą ludzi, dla których astronautyka jest pasją. Wspieramy polskie dążenia w kierunku gospodarczego wykorzystania technologii kosmicznych. Jeśli interesują Cię zagadnienia związane z polskim space-techem, ta witryna jest dla Ciebie, jeśli chciałbyś nam pomóc wesprzyj nasze działania, dołącz do Nas!

Więcej informacji...

Powrót na górę